Krzysztof Chmielnik
Tam, gdzie władza jest bliżej obywatela, nawet w sensie fizycznym, tam gmina wykazuje większą gotowość do wspierania oddolnych inicjatyw obywatelskich. Burmistrz Bytomia Odrzańskiego, być może właśnie z powodu tej fizycznej bezpośredniości, wspiera organizacje NGO, podczas gdy zielonogórski prezydent, Janusz Kubicki, takie wsparcie tylko deklaruje.
ANALIZA - Kto wspiera obywateli?
Na podstawie danych, jakie Stowarzyszenie DWR zebrało w 2008 roku przy okazji I Rankingu Gmin Województwa Lubuskiego za rok 2007 r., warto prześledzić relacje zachodzące pomiędzy samorządową władzą i organizacjami pozarządowymi. Te ostatnie dla uproszczenia będę nazywał „NGO". Moją analizą objąłem dwie grupy danych: wartość gminnego zwrotu podatku PIT i CIT oraz wartość środków finansowych przeznaczanych przez każdą gminę na finansowanie projektów NGO. Wszystkie wielkości przeliczyłem na jednego mieszkańca gminy.
Wysokie zwroty podatku PIT i CIT, wpływające na konta bankowe każdej gminy, świadczą pośrednio o wysokim poziomie dochodów osiąganych przez mieszkańców oraz firmy działające na jej terenie, na tej samej zasadzie - im niższy poziom dochodów mieszkańców i firm, tym niższy poziom zwrotów podatku PIT i CIT. Ale łańcuch przyczynowo-skutkowy ma swoje dalsze rozwinięcie, według mnie poziom dochodów wiąże się bowiem z poziomem kwalifikacji zawodowych oraz gotowością do obywatelskich zachowań. Drugie moje założenie głosi, że wykształcenie związane jest z aktywnością życiową: im lepsze wykształcenie, tym większe aspiracje, a zatem i większe zaangażowanie w działalność NGO. To zaangażowanie można m.in. zmierzyć wielkością środków finansowych przeznaczanych przez gminną władzę na finansowanie inicjatyw podejmowanych przez obywatelskie organizacje pozarządowe.
W 2007 r. średnia zwrotu podatku PIT i CIT w województwie lubuskim zatrzymała się na poziomie 324 zł. Ta statystyczna wartość posłużyła mi do podzielenia 83 lubuskich gmin na dwie umowne kategorie: gminy z wynikiem lokującym się powyżej 324 zł zakwalifikowałem do gmin bogatych (29 gmin), te z wynikiem poniżej 324 zł do gmin biednych (54 gminy).
Kolejny wskaźnik - wskaźnik gotowości do wspierania NGO - wygenerowałem poprzez sprawdzenie wielkości nakładów poniesionych na wspieranie działalności NGO w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Lubuskie gminy w roku 2007 wydały średnio 12 zł w przeliczeniu na jednego obywatela. Ta bardzo niska kwota posłużyła mi do umownego podzielenia gmin na te, które wspierają NGO (38 gmin) i na te, które słabo lub wcale nie inwestują w NGO (45 gmin). Wśród tych ostatnich znalazły się także gminy, które na dofinansowanie NGO nie wydały ani jednej złotówki, warto poznać ich nazwy: Kłodawa, Lubniewice, Ośno Lubuskie, Santok, Siedlisko, Słońsk, Stare Kurowo, Tuplice i Zbąszynek. Praktycznie wszystkie te gminy można zakwalifikować do grona gmin biednych, oprócz gminy Kłodawa i gminy Zbąszynek, które osiągnęły wyższy zwrot podatku PIT i CIT od średniej wojewódzkiej.
Dla udowodnienia tezy, że wyższe dochody kreują wyższe „uspołecznienie", posłużyłem się metodą wykorzystującą statystyczny wskaźnik chi kwadrat. Metoda ta służy do obalenia tzw. hipotezy zerowej, która w moim przypadku brzmi: „Wielkość dofinansowania działalności NGO w gminie nie jest zależna od wartości zwrotu podatku PIT i CIT". Zgodnie z tą metodą podzieliłem gminy na cztery kategorie:
A - gminy „bogate" wspierające NGO - 20 gmin,
B - gminy „bogate" słabo wspierające NGO - 9 gmin,
C - gminy „biedne" wspierające NGO - 18 gmin,
D - gminy „biedne" słabo wspierające NGO - 36 gmin.
Warto wymienić nazwy gmin zakwalifikowanych do kategorii „B": Nowa Sól, Babimost, Czerwieńsk, Deszczno, Kłodawa, Przewóz, Sulechów, Zbąszynek oraz Żagań gmina miejska. Szczególnie zaskoczyła mnie obecność gminy Kłodawa w gronie gmin „bogatych", a jednocześnie „skąpych". Gmina Kłodawa zdobyła przecież aż VI wysoką pozycję w kategorii zwrotu podatku PIT i CIT w Lubuskiem. Nie mam naukowych uprawnień do wygłaszania twardych tez, ale jakoś tak automatycznie narzuca mi się teza o społecznej „pustyni" w obrębie gminy Kłodawa, bo jeśli władza bogatej przecież gminy nie specjalnie inwestuje w kapitał społeczny, to widać nie jest poddana oddolnej presji, by nakłady takie podwyższyć.
Martwi mnie także obecność w grupie „B" gminy miejskiej Nowa Sól, gminy Czerwieńsk i gminy Sulechów, ważnych składników Lubuskiego Trójmiasta. Koncentracja aktywności społecznej tylko w Zielonej Górze, przy jednoczesnej pasywności jej społecznego otoczenia, nie jest zjawiskiem dobrze rokującym całemu naszemu mikroregionowi. Na pocieszenie wymieńmy zatem te gminy, które pomimo relatywnie niskich dochodów przekazują ponadprzeciętne kwoty na NGO. Takimi gminami są: gmina Nowogród Bobrzański, Górzyca, Nowe Miasteczko i Małomice.
Dla lepszego zobrazowania skali wysiłku finansowego lubuskich gmin, wysiłku na rzecz NGO, odniosłem je do wartości zwrotu podatku PIT i CIT. Liderem tak stworzonej klasyfikacji okazała się gmina Gozdnica (11,46%), tuż za nią wylądowała gmina Bytom Odrzański (10,98%) i Nowogród Bobrzański (9,93%).
Moje obliczenia pokazują, że tezę o brzmieniu: „Wielkość dofinansowania działalności NGO w gminie nie zależy od wartości zwrotu podatku PIT i CIT" można odrzucić jako nieprawdziwą z 99,9% pewnością, by zarazem uznać, że poziom dochodów, a co zatem idzie i poziom kwalifikacji zawodowych, wpływa na większą aktywność społeczną. Pogląd ten znajduje swoje potwierdzenie w statystyce, problem tylko w tym, że każda gmina ma swoją specyfikę, trudną do rozszyfrowania wyłącznie przy pomocy liczb.
Zdaję sobie sprawę, że wykazywane w gminnych budżetach wydatki na NGO wcale nie muszą być związane z aktywnością społeczną, beneficjentami tych pieniędzy mogą być różne na wpół fikcyjne twory, zakładane tylko w celu wydrenowania publicznych złotówek. Ale bez twardych dowodów nikomu nie można postawić konkretnych zarzutów oraz nie można z góry przesądzać o patologicznym charakterze udzielonego wsparcia. Wydatki na NGO są bowiem przeważnie konsekwencją oddolnego, społecznego nacisku wywieranego na etapie zatwierdzania budżetu w każdej gminie. Można więc śmiało założyć, że gdyby obywatelski nacisk w takiej np. gminie Kłodawa był silniejszy, to wówczas gminne organizacje NGO uzyskałyby zapewne bardziej przyzwoity poziom dofinansowania.
Na tle Bytomia i Nowogrodu Bobrzańskiego współpraca władzy samorządowej z sektorem NGO w Zielonej Górze, w Sulechowie i w Nowej Soli wypada marnie. Nie znam przyczyn takiego stanu rzeczy, ale fakt, że „tylko" 1% zwrotu z podatków PIT i CIT w Nowej Soli wraca jako dotacja do nowosolskiego środowiska NGO (w Nowogrodzie Bobrzańskim „aż" 10%), świadczy źle albo o mieszkańcach Nowej Soli, albo o władzach tego miasta.
Takiej wątpliwości nie mam już wobec radnych z Zielonej Góry (tu dotacje dla NGO osiągnęły w 2007 r. poziom zaledwie 3% zwrotu podatku PIT i CIT), otóż prawdopodobnie zielonogórscy prezydenci oraz radni nie rozumieją znaczenia NGO dla rozwoju miasta i stąd ich skłonność do ignorowania inicjatyw obywatelskich.
I na koniec mała uwaga. Z powyższej analizy wynika, że tam, gdzie władza jest bliżej obywatela, nawet w sensie fizycznym, tam gmina wykazuje większą gotowość do wspierania sektora NGO. Być może właśnie z powodu tej fizycznej bezpośredniości burmistrz Bytomia Odrzańskiego wspiera NGO, a zielonogórski prezydent Kubicki takie wsparcie tylko deklaruje.
Być może dzieje się tak, bo w małych społecznościach o wielu gminnych sprawach decydują najaktywniejsi obywatele, którzy zarazem są często najlepiej wykształconymi mieszkańcami swojej gminy. Tymczasem w dużych miastach decyzje polityczne podporządkowane są innej logice, może takiej jak w Zielonej Górze, gdzie masy, a w tym kibice żużla, wywierają największy wpływ na politykę społeczną miejskiej władzy...
Krzysztof Chmielnik
© 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone. | Kontakt z nami
