Rok:
Szukaj:
Dziś jest Czwartek, 2 września 2010 r.
Jesteś w: strona główna / puls / 2009 / maj
Krzysztof Chmielnik

Krzysztof Chmielnik

Myślenie strategiczne w sposób automatyczny prowokuje do myślenia „klastrami". Klaster, używając terminologii strategicznej, to jedna z form priorytetu strategicznego. Skoro więc strategia regionu zawiera takie priorytety jak: rozwój turystyki, rozwój sektora wysokich technologii, dbanie o środowisko, to o wiele łatwiej takie cele realizować za pomocą klastra.

KLASTER - Lubuska szansa na sukces

Nieco historii

W przeszłej Polsce, w dobie gospodarki centralnie planowanej, stosowano inne pojęcia do opisu klastrów. Były oczywiście zagłębia przemysłowe i były zjednoczenia będące w istocie klastrami. Były też megaprzedsiębiorstwa funkcjonujące w strukturze powiązań kooperacyjnych identycznych jak te w klastrach. Klaster to w polskiej gospodarce nic nowego. To tylko nowa nazwa.

Pierwsze lata gospodarki kapitalistycznej w Polsce, tuż po upadku gospodarki planowej, były latami myślenia hiperkonkurencyjnego, a samą konkurencję sakralizowano. Upatrywano w niej zbawiennego remedium na wszelkie bolączki rozwoju gospodarczego. Można powiedzieć, że myślano wówczas antyklastrowo i celowo rozbijano powiązania w strukturach gospodarczych, domniemając w nich korupcję. W efekcie rozproszkowano całe gałęzie przemysłu, przyczyniając się do bankructwa wielu dziedzin wytwórczości. Zaczęto od demontowania dużych firm, a ogromny majątek, wciąż mniej lub bardziej sprawnie działający, przekazywano syndykom masy upadłościowej, aby dokonali dzieła destrukcji. Ofiarami tej destrukcji stały się całe sieci firm współpracujące z dużymi firmami. W ten planowy sposób zniszczono przemysł (czytaj klaster) stoczniowy, polski przemysł (czytaj klaster) samochodowy, przemysł (czytaj klaster) lotniczy, przemysł (czytaj klaster) elektroniczny.

W ramach gigantycznej nieudolności wynikającej z uprzedzeń i dyletanctwa, zniszczono to, co najważniejsze - kadrę zarządzającą i badawczą. Zlikwidowano nie tylko linie produkcyjne, ale również laboratoria, jednostki badawcze. Zaprzepaszczono doświadczenie i wiedzę. Polska stała się wielkim supermarketem, w którym sprzedawano zagraniczne produkty klasy B i C. Polska myśl techniczna została wyparta przez marketing i kreatywną księgowość. Tak jest zresztą w dużej mierze również i dziś - urzędnicy oraz politycy zabierający się za rozwój gospodarczy nie zdają sobie sprawy, że najczęściej próbują wyważać już dawno otwarte drzwi.

Dawne klastry lubuskie

Mała historyczna dygresja. Świebodzin znany był w wieku XVII i XVIII w Polsce z doskonałej jakości sukna. To prosty dowód istnienia sukienniczego klastra. Tradycje te stały się przecież fundamentem przemysłu włókienniczego Zielonej Góry. Warto też wiedzieć, że w czasach gierkowskich mieliśmy w Lubuskiem co najmniej dwa albo trzy klastry.

Pierwszy bardzo sprawnie działający to klaster meblarski. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich fabryk mebli działających kiedyś w regionie, podam ich kilka: Zielona Góra, Świebodzin, Nowe Miasteczko, Wolsztyn. Klaster meblarski niestety nie miał zaplecza naukowego w postaci stosownego kierunku na ówczesnej zielonogórskiej WSI. Miał za to zaplecze w postaci wielkiej liczby małych tartaków. Była też fabryka płyt w Krośnie Odrzańskim. Dziś jedynie Kronopol korzysta z naturalnego bogactwa lubuskich lasów, w najbardziej zresztą podły i uwłaczający nam sposób, przerabiając nasze lasy na wióry.

Drugim klastrem, który dzięki mądrej polityce socjalistycznej władzy znakomicie się rozwijał, był klaster elektroniczny. Zalążkiem tego nowoczesnego klastra, bo władza komunistyczna w odróżnieniu od obecnej czytała mądre książki o gospodarce, była bardzo ścisła współpraca Lumelu z WSI. Współpraca ta była tak bardzo ścisła, że część wykładowców w początkowej fazie istnienia WSI to byli inżynierowie z Lumelu, a potem większość kadry inżynierskiej Lumelu stanowili absolwenci WSI.

W latach 70. Lumel „eksplodował" i to z jego zasobów kadrowych czerpały kolejne firmy. Tak powstał Polon. Częścią zielonogórskiego Lumelu były żarskie Przekaźniki, dzisiaj nazywające się Relpol. W identyczny sposób powstała Unitra zajmująca się budową maszyn dla przemysłu elektronicznego. Interatominstrument zajmował się serwisowaniem urządzeń izotopowych i aparatury w elektrowniach atomowych. W tamtych czasach lumelowskie mierniki miały polskie fiaty. W lumelowskie regulatory wyposażano zamrażarki z Żagania i piece ze Świebodzina. Lubuskie firmy elektroniczne tworzyły klasyczny ze współczesnego punktu widzenia klaster ze wszystkimi jego elementami.

Trzecim klastrem, może mało oryginalnym i może nie całkiem kompletnym, był klaster „mięsny". Wielki kombinat mięsny w Przylepie decydował o hodowli nie tylko województwa lubuskiego. Ten „klaster" także nie miał zaplecza naukowo-badawczego. Jego dalekim echem jest dzisiejszy bardzo silny przemysł „drobiowy", dający kilkanaście procent drobiowej produkcji krajowej.

Turystyka

Turystyka, będąca zawsze mocną stroną regionu, w sposób samoistny, a więc bez udziału władzy wojewódzkiej, dąży do klastra. Działania Polskiej Organizacji Turystycznej, kładącej nacisk na tworzenie produktów sieciowych, a więc „powiązanych", zmuszają samorządy i prywatne podmioty turystyczne do daleko posuniętej współpracy. Proces ten będzie postępował, ponieważ niewiele turystycznych produktów lubuskich ma markę na tyle silną, by mogły istnieć samodzielnie. Zresztą turystyka to nie tylko produkty turystyczne w postaci turystycznych atrakcji. To także cała turystyczna infrastruktura: hotele, zajazdy, pensjonaty, gościńce, pola campingowe, sieć gastronomiczna. Powiązane już dziś w sposób oczywisty.

Używając pojęcia „turystyka", warto zauważyć jej różne formy, a więc także turystykę kulturalną, edukacyjną, zdrowotną, sportową. Zatem jako produkty turystyczne należy widzieć również stadiony, hale i ośrodki sportowe. Współczesne rozumienie turystyki każe do niej zaliczać sanatoria i szpitale, a zatem także i SPA. Wielkie imprezy, takie jak: Winobranie, Festiwal Piosenki Rosyjskiej, zloty miłośników militariów, kostrzyński Woodstock, a nawet „Lato Muz Wszelakich" są elementami lubuskiej turystyki.

Opisując Lubuski Klaster Turystyczny, trzeba wkomponować do niego sulechowską Wyższą Szkołę Zawodową, która szkoli specjalistów mogących organizować i kreować rozmaite produkty turystyczne. W tym kontekście trzeba także uwzględnić Zielonogórski Uniwersytet, który jest intelektualnym źródłem dla Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego. Kabaret jako produkt turystyczny przestał być wyłącznie produktem eksportowym i za sprawą Zielonogórskiego Festiwalu Kabaretów, który powoli staje się imprezą o ogólnopolskim wymiarze, dołącza do innych znanych lubuskich imprez.

Dzięki wzajemnemu powiązaniu rozmaitych lubuskich atrakcji mamy de facto do czynienia z Lubuskim Klastrem Turystycznym. Jedyny problem polega na tym, aby nadać mu lepszą markę i uczynić bardziej rozróżnialnym. To jednak raczej kwestia promocji, niż tworzenia czegoś od nowa. Pomimo wszystko możemy być spokojni o przyszłość Lubuskiego Klastra Turystycznego. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z silną dynamiką wewnętrzną podmiotów działających w tym klastrze, a z drugiej strony ze znaczącą pomocą publiczną w postaci środków finansowych UE.

Ochrona środowiska

Jest spora nadzieja, że ochrona środowiska zostanie również w sposób po części samoistny „sklastrowana". Mamy tu do czynienia z dwoma bardzo wyraźnymi aktywnościami. Pierwszą z nich jest konieczność utylizacji odpadów, która zmusza do racjonalizowania kosztów. Drugą jest „moda" i unijny nacisk powiązany z systemem finansowych zachęt. Jednak w przypadku Lubuskiego mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej znaczącym. Wedle Wojciecha Janki w bezpośrednim sąsiedztwie Zielonej Góry działa blisko 30 podmiotów gospodarczych powiązanych w ten lub inny sposób z gospodarką odpadami. To spory potencjał.

„Ochrona środowiska" to z punktu widzenia myślenia „klastrowego" nienajlepsza nazwa. Lepiej byłoby stosować pojęcia „zarządzanie środowiskiem" albo „gospodarka ekologiczna". Dzięki nowemu nazewnictwu zyskalibyśmy szansę na wyjście z zaklętego kręgu „utylizacji odpadków", aby wejść w technologiczne dziedziny związane z mądrym zarządzaniem każdą ludzką działalnością, o ile tylko wywierałaby wpływ na środowisko naturalne.

Gdybyśmy zatem powołali do „pojęciowego" życia Lubuski Klaster Ekologiczny, to moglibyśmy włączyć do niego, oprócz wszystkich podmiotów zajmujących się odpadami, także energetykę korzystającą z biopaliw i innych źródeł energii odnawialnej, a nie tylko spalarnie śmieci. Idealnie do tak pomyślanego klastra pasują wszelkie podmioty zajmujące się promocją ochrony natury. Bazę naukową dla takiego klastra już tworzy Uniwersytet Zielonogórski. W konwencji takiego klastra mieści się idea „Zdrowia przez Ruch", lansowana przez biotechnologiczną firmę LfC, a zielonogórska Palmiarnia stałaby się naturalnym centrum dla takiego klastra. Nawet nazwa naszego miasta, Zielona Góra, ma zdolność do istnienia jako ekologiczna marka, Winobranie zaś mogłoby być potraktowane jako ekologiczne święto.

Wielki ekologiczny potencjał województwa lubuskiego to nie tylko naturalne środowisko, ale również środowisko biznesowe, które na szeroko rozumianej ekologii ma szansę zarobić wielkie pieniądze. Szansa na powiązanie trzech głównych aktorów mądrze zorganizowanego życia gospodarczego, tzn. biznesu, nauki i samorządu, naprawdę jest w zasięgu naszej ręki. Mamy wielką okazję uczynić z Lubuskiego Klastra Ekologicznego regionalny wyróżnik. Bo skoro każdy musi dbać o ekologię, to my, w Lubuskiem, róbmy to najlepiej w Polsce i uczyńmy z tego jedną z ważnych lubuskich gałęzi gospodarki. Pamiętajmy, że na Zachodzie mamy bogatego sąsiada, który także chce być ekologiczny. To wielki rynek zbytu dla Lubuskiego Klastra Ekologicznego.

Trzecia noga

Wciąż jak bumerang wraca idea klastra high-tech. Z powodu tego klastra znalazłem się 35 lat temu w Zielonej Górze. Jeszcze kilka lat temu uważałem powstanie takiego klastra za sensowne, dzisiaj uważam, że pomysł ten nie ma już szans na realizację. Jest już po prostu za późno. Dlatego dziś nie formułuję kategorycznych tez o koniczności rozwoju wysokich technologii dla przetrwania regionu.

Proponuję natomiast bardzo poważnie i wnikliwie rozpatrzyć wszelkie możliwości rozwoju, ale w oparciu o formułę klastra. Powodzenie ewentualnego klastra wynika z wielu skomplikowanych procesów, także globalnych. Współczesne wysokie technologie wymagają tak gigantycznych nakładów, że Polski, jako państwa, nie stać na nie, a co dopiero mówić o pojedynczych podmiotach gospodarczych. Musimy zatem zbudować klaster w oparciu o własne możliwości, a jest ich doprawdy niewiele.

Pierwszą możliwość upatruję w potencjale naukowo-przemysłowym, w lokalnym know how, zgromadzonym bądź w firmach, bądź na Uniwersytecie Zielonogórskim. Ten potencjał powinien być zdiagnozowany, opisany i zwaloryzowany. Dla jego zwaloryzowania powinniśmy opracować metody obiektywnej oceny. Nie w oparciu o entuzjazm posiadaczy, ale o brutalnie obiektywne wskaźniki. Być może trzeba będzie zorganizować swoisty wyścig środowiska gospodarczego po pieniądze, a zorganizowanie się w klaster uczynić warunkiem wstępnym wszelkiej publicznej pomocy dla przedsiębiorców.

To dla mnie niewyobrażalnie trudna praca, ale nim zaczniemy tworzyć jakikolwiek klaster, oprócz dwóch powyżej wymienionych, musimy planować go globalnie, czyli musimy klaster tworzyć tak, by był najlepszy w Polsce lub Europie. Bez takiego wyjściowego założenia nie ma żadnego sensu zabawa w lubuskie klastry. Globalizacja je zmiecie.

Druga możliwość wynika z efektu synergii, możliwego do uzyskania jedynie w przypadku mądrze poprowadzonej kampanii społecznej. Wciąż bowiem wielu przedsiębiorców woli szukać pretekstów, by się wzajemnie zwalczać, zamiast współpracować. Dlatego tak bardzo ważnym jest zorientowanie całego środowiska na osiągnięcie wspólnego celu. Cel ten nie może być narzucony, musi się pojawić jako wspólnie odkryta droga.

Po trzecie, wreszcie, kiedy środowisko biznesu wygeneruje z siebie taki wspólny, klastrowy cel, władza samorządowa będzie musiała wszelkie posiadane środki finansowe konsekwentnie przeznaczyć na jego wsparcie. Inaczej środki, jakie województwo może przeznaczyć na rozwój gospodarczy, zostaną rozproszone i zmarnotrawione. Dadzą efekt jedynie pozornego działania. Realizacji jedynie urzędniczego chcenia.

Niestety najtrudniej będzie nam pokonać jedną cechę lubuskiej gospodarki. Jest nią prowincjonalność. Lubuscy przedsiębiorcy nie lubią się zrzeszać, nie lubią się uczyć, a ich roszczeniowość jest większa od tej związkowej. Lubuscy przedsiębiorcy nie identyfikują się z Lubuskiem, nie uczestniczą we wspieraniu lokalnych społeczności. Nie widzą dalej niż koniec własnego nosa, a perspektywa 10 lat to dla nich jak lot na Neptuna. Zatem budowanie lubuskich klastrów należy zacząć od obudzenia lubuskich przedsiębiorców. Bo bez przedsiębiorców każdy klaster pozostanie jedynie pobożnym życzeniem.

Krzysztof Chmielnik

 

drukujpowrót»

ctinet.pl - hosting, poczta, domeny, webdesign © 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.  |  Kontakt z nami