Rok:
Szukaj:
Dziś jest Czwartek, 2 września 2010 r.
Jesteś w: strona główna / puls / 2009 / listopad
Krzysztof Chmielnik

Krzysztof Chmielnik

Krajową Strategię Rozwoju Regionalnego napisano fatalnym, mało zrozumiałym językiem. Na dobitkę jest gruba: ma ponad 200 stron: ilu przez nią przebrnęło? A mimo to już w chwili swych narodzin wywołała chóralne protesty lubuskiej klasy politycznej.

REGION - Lubuska kraina złudzeń

Strategia jest dokumentem ważnym, obnaża bowiem prawdziwe intencje warszawskiej władzy. I choć większość centralnych planów, z hukiem ogłaszanych przez kolejne rządy, umierała sobie gdzieś w cichym zapomnieniu, to jednak może się tak zdarzyć, że akurat Krajowa Strategia Rozwoju Regionalnego zostanie wdrożona. Dobrze więc poznać jej potencjalne skutki.

Wystarczy spojrzeć na przygotowaną przez autorów KSRR mapkę obrazującą stopień skanalizowania powiatów (str. 182) albo na mapkę z odsetkiem ludzi z podstawowym wykształceniem (str. 164), by dostrzec dzielące Polskę granice cywilizacyjnego wzrostu, granice sięgające czasów jeszcze... zaborów! Choćby tylko te dwa negatywne aspekty pokazują skutki wieloletniej planistycznej ignorancji. Najnowsza Krajowa Strategia Rozwoju Regionalnego nosi znamiona spójnego programu, ale za tą spójnością może kryć się zagrożenie w postaci dalszej marginalizacji Lubuskiego, tym bardziej, że to właśnie ze stron tej publikacji można się dowiedzieć, że wbrew rządowym planom, tylko dzięki powstaniu województwa lubuskiego, uniknęliśmy smutnego losu peryferii, jak stało się to w przypadku Koszalina (str. 24).

Każda strategia wychodzi z pewnych założeń. Niezależnie od nich KSRR cechuje się konsekwencją i spójnością. Jej niezwykle ważnym wyróżnikiem są miary rozwoju. Bez tych miar każda strategia jest jedynie zbiorem pobożnych życzeń. Podstawą KSRR jest bardzo wnikliwa, oparta na europejskich standardach, analiza stanu obecnego i możliwych, choć niezrealizowanych wariantów przeszłości. Założenia poprzednich strategii rozwoju regionalnego, zwane paradygmatami, okazały się błędne. W efekcie, zamiast wyrównywania różnic cywilizacyjnych pomiędzy poszczególnymi regionami Europy i Polski, nastąpiło ich pogłębienie.

Fundamentem najnowszej KSRR jest postulat głoszący konieczność wykorzystania dynamizmu rozwojowego drzemiącego w największych ośrodkach oraz postulat tworzenia mechanizmów dyfuzji i absorbcji. W praktyce oba postulaty sprowadzone zostały do propozycji wspierania przede wszystkim silnych centrów aglomeracyjnych. Według autorów KSRR to centra szybkiego wzrostu będą z czasem eksportować dostatek w stronę swoich peryferii. To założenie, choć moim zdaniem złudne, zostało przynajmniej wyrażone wprost. Warto docenić zawarty w KSRR imperatyw uczciwości intelektualnej. W KSRR Zielona Góra jest ośrodkiem regionalnym o znaczeniu transnarodowym i krajowym, a Gorzów ośrodkiem o znaczeniu regionalnym i lokalnym, a to znaczy, że jako takie ośrodki nie mamy szans na szybki rozwój i dlatego budowa naszego wzrostu nie będzie wspierana pieniędzmi ze środków centralnych. Koniec, kropka.

Można się obrażać na warszawskich ekspertów, ale na podstawie analizy statystycznych danych zawartych na kartach KSRR nie znajduję wielu powodów do protestów. Wleczemy się w cywilizacyjnym ogonie, pozbawieni kłów nie mamy wielkich szans na przekształcenie się w tygrysa rozwoju. Podział dokonany już na pierwszych stronach KSRR zepchnął nas do regionów, które swój rozwój muszą oprzeć przede wszystkim o własne możliwości. Według autorów strategii należą do nich: dobra infrastruktura komunikacyjna powiązana z infrastrukturą Niemiec, korzystne warunki dla rozwoju turystyki, dobra współpraca polityczna i biznesowa z Niemcami, sprawność w wykorzystywaniu unijnych funduszy. Co bardzo ważne, KSRR wyraźnie wskazuje na Niemcy jako na ważne źródło szans rozwojowych Lubuskiego, źródło zbyt mało przez województwo rozpoznane i eksploatowane przez ostatnie 20 lat. Warto z pokorą podejść do opinii i diagnoz sformułowanych pod naszym adresem na łamach KSRR. Według mnie, to także rodzaj kuksańca danego dziecku oczekującemu tylko pieszczot, by wreszcie zaczęło żyć samodzielne.

Analiza map i tabel opublikowanych na stronach KSRR podsuwa znacznie więcej spostrzeżeń. Polska widziana z perspektywy obszarów wiejskich (str. 20) wyraźnie dzieli się na trzy obszary: na obszar „A" (na zachód od linii wytyczonej przez Koszalin, Poznań i Wrocław), na obszar „B" (zawarty pomiędzy powyżej zarysowaną linią i południkiem przebiegającym przez Warszawę) i wreszcie na obszar „C" (na wschód od Warszawy). Mniej wyraźnie, ale jednak, podobny podział pojawił się w obrębie danych dotyczących średniej wartości PKB (str. 19). Nasz region, mimo że ma dobre gospodarcze i cywilizacyjne podstawy rozwoju, nie ma rozwojowych lokomotyw. Po prostu swego czasu ekipie Gierka zabrakło pieniędzy i czasu na dokończenie odpowiednich inwestycji.

Według autorów strategii, prawdziwymi centrami wzrostu są tylko duże aglomeracje, koncentrujące przemysł, kulturę, naukę i posiadające duży potencjał demograficzny: Warszawa, Kraków, Łódź, Poznań, Wrocław i konurbacja górnośląska. Według tych samych autorów, obie lubuskie stolice nie spełniają żadnego z kryteriów rozwojowych przynależnych ośrodkom szybkiego wzrostu. Widać to jaskrawo na przykładzie VI Programu Ramowego Wspólnoty Europejskiej, a dokładnie rzecz biorąc po ilości pozyskanych pieniędzy na lubuską naukę. Pozostajemy daleko w tyle za wszystkimi ośrodkami akademickimi. Wyprzedzamy jedynie Świętokrzyskie. By zobaczyć bezzębność lubuskiej nauki, wystarczy zestawić liczbę grantów przyznanych naszym badaczom (10 grantów o wartości 1,06 mln euro) z grantami przyznanymi naukowcom z Wielkopolski (172 granty o wartości 22,93 mln euro) lub choćby z Podkarpackiem (21 grantów o wartości 1,66 mln euro). Ten stan prawdopodobnie ulegnie dalszemu pogorszeniu, bo absolwenci naszych gimnazjów w testach matematyczno-przyrodniczych ocenieni zostali na stronach KSRR jako najgorsi w kraju (tabela 7 w aneksie). Słabi gimnazjaliści to słabi maturzyści, słabi maturzyści to słabi studenci, którzy pójdą studiować do lubuskich, słabych uczelni. I koło się zamyka. O słabości lubuskiej nauki świadczy także fakt, że jako jedyne województwo nie mamy parku naukowo-technologicznego.

Mapka atrakcyjności inwestycyjnej (str. 26) pokazuje, że należymy do najbardziej atrakcyjnych regionów. Ale jako nieliczni w Polsce nie posiadamy inicjatywy klastrowej (str. 192). Należymy też do słabeuszy w przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W tej klasyfikacji jesteśmy na czwartym miejscu od końca (str. 172). W wydatkach na B+R, z kompromitującą lubuskich przedsiębiorców wartością 0,04% udziału w PKB, jesteśmy trzeci od końca (str. 170). Jeśli idzie o innowacje w przedsiębiorstwach, jesteśmy najgorsi w Polsce (str. 170). Mamy także najniższy odsetek osób z wyższym wykształceniem, a w przestępczości ustępujemy jedynie Dolnośląskiemu (str. 163). W Lubuskiem mamy także najniższy wskaźnik zatrudnienia osób dorosłych, ledwie przekraczający 57% (str. 158). Z analiz KSRR wynika zatem, że pełno u nas nierobów, nasi naukowcy nie prowadzą poważnych badań, przedsiębiorcy nie rozumieją wyzwań przyszłości, lubuskie szkoły kształcą na kiepskim poziomie. A wszystko to razem dowodzi, że nie będziemy umieli wykorzystać regionalnych szans rozwojowych.

KSRR przypomina, że kultura jest jednym z ważniejszych czynników stymulujących rozwój metropolii. Tymczasem kultura w Lubuskiem osiągnęła katastrofalny poziom. W latach 1999 - 2007 o 25% spadła liczba regionalnych wydarzeń kulturalnych, liczba widzów spadła o 9,9%. Także wbrew ogólnopolskiej tendencji, w Lubuskiem zmniejszono liczbę ośrodków kultury, klubów i świetlic. Zatem statystyczny obraz Lubuskiego jest bardziej zapyziały niż kulturalny.

Patrząc z tej perspektywy, budowanie basenów i inwestowanie w żużel należy postrzegać jako cywilizacyjną dywersję o wieloletnich i rozległych skutkach. Na pocieszenie pozostaje nam jedynie to, że sektor NGO w Lubuskiem należy do najbardziej rozwiniętych w kraju. Szkoda, że jak dotąd jest to wciąż zastęp ludzi praktycznie niewykorzystywanych.

Moje wnioski

Wątpię w sens czynienia z Lubuskiego regionu o rozwiniętej gospodarce, bo to wymaga obecności przedsiębiorców o wysokim poziomie aspiracji, a takich właściwie nie mamy. Nie mamy także szans na rozwój poprzez naukę lub kulturę, bo wolimy wspierać żużel. Pozostaje tylko wierzyć, że wyznaczona nam w Warszawie ścieżka rozwoju oparta o turystykę, mało co prawda ambitna, powiedzie się dzięki determinacji samorządów. Proponuję zatem porzucić piękne marzenia o lubuskiej gospodarce opartej o wiedzę i inteligencję, bo marzeń tych nie mamy z kim zrealizować.

Krzysztof Chmielnik

 

Rys. Ewa Andrzejewska

Rys. Ewa Andrzejewska

drukujpowrót»

ctinet.pl - hosting, poczta, domeny, webdesign © 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.  |  Kontakt z nami