Rok:
Szukaj:
Dziś jest Czwartek, 2 września 2010 r.
Jesteś w: strona główna / puls / 2009 / styczeń
Mieczysław J. Bonisławski

Mieczysław J. Bonisławski

Drugą wsią od strony Zielonej Góry na szlaku kolei szprotawskiej była Ochla. Mam widokówkę z dawnego Ochelhermsdorf, na której za niskim, metalowym płotkiem widnieje kamienny mur, zbudowany w kształcie litery U. Mur postawiono z ociosanych kamieni polnych. Widać trzy ramy, w których umieszczono tablice z napisami, nad środkową celuje w niebo wyniosła kolumna, zwieńczona figurą orła.

STYGMATY - O pomnikach wczoraj. I dziś

Dla badacza kultury regionu to miejsce szczególne. Pewnie dzisiejsi mieszkańcy wsi, repatrianci i ich potomkowie, nowa, powojenna społeczność zdziwiliby się pytaniem o jakiś obelisk w ich miejscowości. Przechodzą koło niego parę razy dziennie nie widząc ani w tym fakcie, ani w nim samym nic szczególnego. Codzienność. Ja, obcy przybysz, będąc tutaj przechodniem, musiałem zadać sobie sporo trudu, aby odnaleźć pomnik we współczesnej topografii Ochli.

Z tyłu widokówek są napisy mówiące, co też one przedstawiają. Na odwrocie mojej pocztówki napisano Kriegerdenkmal. Kriegerdenkmal to pomnik ku czci poległych, powszechnie wystawiany po każdej wojnie na pruskiej wsi. Stawiano je nie dla oddania czci poległym w ogóle, niejako anonimowym bohaterom narodu lub państwa, ale ku pamięci o tych, co poszli na wojnę stąd i - niestety nie wrócili. Dotyczyły konkretnych ludzi z krwi i kości, z którymi wypiło się, przed tą cholerną wojną, niejedno piwo. Stąd ich elementem były tablice z imionami i nazwiskami wszystkich mieszkańców wsi, którzy polegli w danej wojnie. Nazwiskami narzeczonych, synów, ojców, sąsiadów, którzy odeszli. Dziś na Łużycach i Dolnym Śląsku, po wymianie ludności po II wojnie światowej, jest to bardziej zabytek obcej kultury, ciekawostka krajoznawcza niż żywa pamiątka. Najcenniejszy w regionie Kriegerdenkmal leży na strychu żagańskiego kościoła: drewniana tablica ofiar wojny jeszcze prusko-francuskiej z 1870 r.

Kriegerdenkmale, ważne pamiątki dla lokalnych społeczności, stawiano w istotnych miejscach. Gdzie zatem należy szukać naszego pomnika? Ważne miejsce to skrzyżowanie dróg - w Ochli całkiem przebudowane. Dziś mamy w tym miejscu pętlę MZK i market, i ani śladu po dokonaniach niemieckich gospodarzy. Pomnik ku czci poległych mógłby stać na cmentarzu, ale choć są tu przedwojenne groby, pomnika nie znalazłem. Nikt też o nim nie słyszał. Ważnymi miejscami w Ochli były oba dwory, ale i w ich otoczeniu nie ma śladów po pomniku z widokówki. Gdy już sądziłem, że pomnik padł ofiarą powojennych zmian w zabudowie i nowych porządków w Ochli, przypomniałem sobie, iż takim ważnym miejscem w pruskiej wsi był też plac kościelny.

Poszukiwania przy pięknej, kamiennej świątyni nie do końca spełniły moje oczekiwania: natrafiłem na ciekawe płyty nagrobne i krzyż pokutny. To też pomnik, ale pasujący do innej historii... Zaraz, zaraz, kamienny kościół w Ochli to świątynia katolicka. Szukać należało nie tu, a przy kościele protestanckim! Tyle że takowy w Ochli się nie zachował. Na wzniesieniu w centrum wsi stoi ceglana wieża i utrzymana w takim samym neogotyckim stylu plebania i to są jedyne pozostałości po dawnej Kirche. Pomnika na wzgórzu ani śladu. I kiedy schodziłem pogodzony już z porażką ku pętli MZK, niespodziewanie natknąłem się na to, czego tak szukałem.

Kriegerdenkmal ku czci mieszkańców Ochli poległych na wojnie stoi w prawie pierwotnej formie przy głównym placu, u podnóża dawnego kościoła ewangelickiego. Czemu jednak miejscowi, pytani o ten pomnik, nie potrafili go wskazać, dziwiąc się, że takowy w ogóle tu istniał albo wskazując na inny obelisk, jak się okazało, wystawiony współcześnie ku czci wielosetletniej tradycji chrześcijaństwa na tych ziemiach? Dlaczego młodzież z Ochli tak zdziwiłem historią pomnika, gdy ją opowiedziałem na listopadowym zlocie krajoznawczym? Nie wątpię, że wśród ochlan, utrzymujących żywe kontakty z dawnymi, niemieckimi gospodarzami wsi, działających w lokalnym stowarzyszeniu jest wielu, którym historia naszego Kriegerdenkmal nie jest obca. Co spowodowało jednak, że znaczna większość nie zna tej miejscowej tradycji?

Kriegerdenkmale kończyły tragicznie. Potwierdzenia nie musiałem daleko szukać, znalazłem je obok, w następnej wsi na trasie dawnej kolei szprotawskiej, Jarogniewicach. Obelisk stał w centrum, obok sali wiejskiej, prosty graniastosłup, tablice, trójdzielny cokół. Za naszych, polskich czasów straszy już tylko sam cokolik. W Skibicach, które odwiedziliśmy podczas wiosennego rajdu po świecie kolei szprotawskiej, zachował się również tylko odrapany cokół, o który ktoś litościwy ostatnio oparł wygrzebaną ze śmieci tablicę z nazwiskami. Czy w Ochli mieszkańcy okazali się bardziej tolerancyjni? Niekoniecznie. Otóż w Ochli nie zburzono obelisku, a zaadoptowano niemiecki Kriegerdenkmal do potrzeb nowych gospodarzy, Polaków. Orła zastąpił krzyż, a miejsce po tablicach z niemieckimi nazwiskami zamalowano napisami o treści religijnej. Tak z niemieckiego pomnika ku czci poległych, powstał punkt kultu religijnego, a wiedza o pierwotnym przeznaczeniu pomnika zatarła się.

Moje zainteresowanie Kriegerdenkmalem zbiegło się ze słynną dyskusją o wyższości Bachusa nad winiarką. Los „pomnika ku czci ofiar" w Ochli utwierdza mnie co do pewnej prawidłowości. Niemcy upamiętniali konkretne osoby, nie wydarzenia, nie idee, nie ludzi-symbole, ale ludzi stąd. Świadczą o tym zarówno Kriegerdenkmale, jak i sama winiarka Emma, żywa dziewczyna z Grünbergu. My, Polacy, upamiętniamy wydarzenia dalekie od życia naszego miasta, ale żywe w świadomości masowej. Idee, nie czyny, ludzi z plakatu i postacie symboliczne, uznając, iż przykład żywych ludzi stąd, obraz ich pracy i uczciwości nie niesie żadnego przekazu. Niemcy byli większymi realistami, my kierujemy się idealizmem.

Winiarzom z Grünbergu chyba nie wpadłoby do głowy upamiętniać swe tradycje obeliskiem bajkowej, dalekiej od miasta i tutejszych problemów postaci boga znad dalekiego morza, choć równocześnie w metropolitalnym Berlinie powstało muzeum pergamońskie. Oni postawili pomnik winiarce, dziewczynie stąd, której praca była ich losem. Etos zawodu winiarzy budowali na własnym trudzie. Polacy w Ochli nie zmienili na tablicach Kriegerdenkmal nazwisk niemieckich na polskie, a poszukali wsparcia w Bogu, w ten sposób dali wyraz pamięci o bliskich poległych podczas wojny. Swych obaw o przyszłość i nadziei nie opierali na pamięci przodków, ale w Bogu. Po prostu dwie tak różne tradycje, dwa sposoby myślenia, sposoby na życie.

Przedstawiam je tu gwoli obiektywnej prawdy, a nie z chęci oceny. Nie wypada mi jednak stchórzyć w chwili, gdy czytelnik oczekuje ścisłej odpowiedzi. Tak, szanuję obie tradycje, oba sposoby na życie i chciałbym, aby następne pokolenia Lubuszan mogły czerpać z bogactwa obu. Chcę, aby oba wpisały się na trwałe w obraz tej ziemi, ale osobiście chciałbym, aby w Zielonej Górze stanął znowu pomnik zielonogórzanki, winiarki Emmy, a nie postać z bajki obcej naszej kulturze. Chciałbym budować zielonogórską tożsamość i tradycję na miejscowych korzeniach i na pracy tutejszych.

Mieczysław J. Bonisławski

drukujpowrót»

ctinet.pl - hosting, poczta, domeny, webdesign © 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.  |  Kontakt z nami