|
Wrzuć luz (winieta)
Wszędzie dookoła czyha pokusa goła. Może więc tą ponętną zielonogórzanką
okazać się uśmiechnięta a skąpo odziana panna z pobocza przy Wrocławskiej
tudzież Sulechowskiej. Kto wie, może będzie nią Dominika (lat 31), właścicielka
sieci sklepów w Zielonej Górze, zdobiąca jedną ze stron w styczniowym
numerze Hustlera i opowiadająca, jak bardzo w tej Zielonej Górze jest
samotna.
Upalne mia100 kobiet
Onegdaj dla pisma "Tylko Rock" felietony pisywał nieżyjący
już, ale wciąż darzony kultem dziennikarz radiowej Trójki (też nieżyjącej)
Tomasz Beksiński. Pamiętam jeden zgrabny tekst tworzony w miesiącu upalnym,
kiedy to niewiasty wagi różnej pokazywały więcej z siebie aniżeli w dzień
powszedni. Tegoż upalnego miesiąca Beksińskiego dopadła wielka niemoc,
kiedy więc zabierał się do płodzenia kolejnych mających przejść do historii
wersów, kiedy zamyślał o Closterkellerach tudzież innych Wampirach, oczy
zasłaniał mu jeden tylko obraz. Gdy więc próbował rozpocząć swój muzyczny
tekst, wychodziło mu tak: cycki, cycki, cycki, cycki. Tak też leci, a
potem zacina się i mój ciąg skojarzeniowy: wiosna, ciepło, maj, cycki,
cycki, cycki, cycki, cycki...
Chyba trudno podejść subtelnie do tak pociągającego zagadnienia, nie będąc
chowanym pod skrzydłami Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej czy innego uduchowionego
Miłosza, a wręcz przeciwnie - idąc śladem wspominanego już na tych łamach
świętej pamięci Charlesa Bukowskiego, człowieka leniwego, lubiącego pić,
który nie miał boga, polityki, idei ani zasad. Człowieka wiele wiedzącego
o niewiastach, co prawda nie zielonogórzankach, a pannach i mężatkach
z Kalifornii, ale w tych kwestiach geografia nie ma nic do rzeczy, liczy
się inwencja.
No więc Buk doświadczeń w swoim długim żywocie zebrał co niemiara, a że
był dobrym człowiekiem, chętnie dzielił się nimi z dżentelmenami nieświadomymi
zagrożeń ze strony płci pięknej. Razu pewnego, po kłótni z damą imieniem
Lydia, zechciał w swym kajecie zanotować - także ku przestrodze panów
z miasta Zielona Góra, w zachodniej Polsce: "pożyczyłem kiedyś Lydii
wentylator. Tkwił teraz na krześle pod szafą. Leżała na nim kartka i para
niebieskich majteczek. Kartkę pokrywały bazgroły napisane ręką rozwścieczonej
kobiety:- Skurwielu, masz swój wentylator. Wynoszę się. Znikam na dobre.
Jeśli dokuczy ci samotność, możesz spuścić się w te majtki. Lydia".
Dlaczego ja w raporcie o zielonogórzankach, o kobietach, notuję takie
bezeceństwa, dlaczego rozpisuję się o takim wszeteczniku, o tej męskiej,
szowinistycznej świni? Bo kocham gościa, ot co! I dlatego jeszcze, moi
mili, że nieznane są drogi, którymi Pan nas prowadzi, nie znamy dnia ani
godziny, kiedy do domu sprowadzi się nam niewiasta o równie paskudnych
manierach jak Lydia.
Wszędzie dookoła czyha pokusa goła. Może więc tą ponętną zielonogórzanką
okazać się uśmiechnięta a skąpo odziana (i zapewne niedroga) panna z pobocza
przy Wrocławskiej tudzież Sulechowskiej. Kto wie, może będzie nią Dominika
(lat 31), właścicielka sieci sklepów w Zielonej Górze, zdobiąca jedną
ze stron w styczniowym numerze Hustlera (dla niezorientowanych: jest to
gazeta wypełniona okrągłymi kształtami) i opowiadająca, jak bardzo w tej
Zielonej Górze jest samotna. Nie wszystkie jednak zielonogórzanki preferują
ten STYL ZACHOWAŃ: niemniej - większa ich część, o czym przekonały się
w czerwcowe dnie moje oczy, pragnie zwrócić na siebie uwagę. Gdzie człek
nie spojrzy, zewsząd wyzierają odsłonięte brzuchy, uda, piersi. Mówić
o duchowym wyciszeniu, spacerując zielonogórskimi uliczkami, niepodobna,
tak piękne, apetyczne i gorące (od słońca) niewiasty żyją w tym mieście
osadzonym na zachodniej rubieży ziem polskich. Amerykański poeta O`Hara
pisał w manifeście zatytułowanym "Personizm" tak oto: "kiedy
kupujesz spodnie, zależy ci, żeby były tak opięte, by każdy chciał z tobą
iść do łóżka. Nie ma tu żadnej metafizyki". Także i ja nie doszukuję
się metafizyki w tym, co widzę na ulicy, jednakowoż pytać panien i mężatek
zielonogórskich, dlaczegóż wkładają na siebie tak strasznie obcisłe spodnie,
nie mam śmiałości.
|
Nie dywagujmy zanadto, może po prostu kobietom dwudziestego pierwszego
wieku tak jest wygodniej. Zachowania zatem mieszczą się w normie, są poprawne,
wszak wnioskować z wychyniętej na świat nagości o nie bardzo moralnych
pragnieniach mijających mnie kobiet, byłoby postępkiem niegodnym chrześcijanina.
I nie ulegnę sugestiom pana O`Hary ani tym bardziej najnowszym rewelacjom
naukowym podanym przez pismo "Sciences et Avenir", gdzie czytam:
"w okresie płodnym kobiety mają skłonność do odsłaniania większej
części ciała niż zazwyczaj. Krótko mówiąc - ubierają się bardziej sexy.
Marzą o innych mężczyznach i często dopuszczają się zdrady".
Zaprawdę powiadam wam: nie podpisuję się pod tymi słowy. Tak być nie może!
Stańmy ramię w ramię naprzeciw tym zachodnim bezeceństwom demoralizującym
naszą bogobojną społeczność! Brońmy nasze wierne, kochające swych mężów
kobiety przed imperialistyczną zarazą! (Ależ się uniosłem!) Urrraaaaaa,
naaaa koooooń! (tylko bez durnych skojarzeń względem konia).
CIUCHY i FRYZURY, czyli wabik seksualny. Dla kogo skóry i swetry, dla
kogo kajdanki, dla kogo wreszcie afro? Ma się rozumieć - pytanie nie obejmuje
zielonogórskich senatorek i prezydentek. Bo i co z taką robić? Gadać o
reformie rolnej? Kobieta, tak twierdzi literat Pilch, to człowiek miły
w dotyku, a człowiek miły w dotyku, to więcej niż człowiek, stąd władza
odziana w kubraki pod uwagę nie może być brana. My tu dotykamy wirtualnym
paluchem panie zgrabne i powabne, odpadają zatem także wszelakie plastiki
i frytki, babeczka musi mieć styl - nie ma mowy o kiczowatych, srebrnych
foliach ani spalonych w solarium facjatach biegających po deptaku, a kojarzących
się z Andrew Lepperem.
Zielonogórzanki mogą wabić, mogą być po pilchowemu miłe w dotyku, trzeba
im tylko butów na wysokim obcasie i rajcownej kiecki, a będą tym mocniej
dotykane, jeśli mają między 18 a 25 lat. I jeszcze jedna istotna kwestia,
nogi! Są najważniejsze. "Były pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem, kiedy
się rodziłem. Wtedy starałem się wydostać. Od tego czasu ciągle pcham
się w przeciwnym kierunku" - Charles Henry Bukowski. A`propos pchania
się: na stare lata Immanuel Kant zawitał w progi domu publicznego. Zapytany
o wrażenia miał odrzec - rzecz sama w sobie wielce zajmująca, tylko ruchy
niegodne filozofa.
Świat się zmienia, drodzy państwo, dziś nie sztuką jest nadziać się na
rezolutną studentkę (i tym razem bez wulgarnych skojarzeń, proszę) w kusej
spódniczce. Kiedy rodzice znajomego rzucili pochlebną uwagę o sukience
jego panny, ta uniosła ją w górę i spytała "a co powiecie o reszcie?".
Nie miała na sobie majtek.
SUMA: powiedzmy sobie na zakończenie, że widok w pełnym świetle upalnego
słońca trochę ubranych i trochę nagich kobiet raduje duszę, pozwala natchnąć
do śpiewu... brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki...
Jacek Uglik Od żeńskiej części redakcji:
Fe. Niegodne nawet magistra filozofii. Nie będziemy się zniżać do proponowanego
poziomu chodnika i odpyskowywać o napakowanych anabolikami bicepsach,
spoconych torsach i kosmatych nogach wystających spod krótkich spodenek.
A taki właśnie jawi nam się obraz męskiej części lokalnej społeczności.
|