lipiec 2003     

| ANALIZA - Optymizm na smyczy | ANALIZA - Rektorska czarna magia | ANALIZA - Rowerowy strajk | DOBRA KSIĄŻKA
| FORUM PULSU - Bezpieczny smród | IDEE - Knebel wolności | KOMENTARZE | Konkurs literacki
| List otwarty do mieszkańców naszego miasta | LISTY | Mister Budowy | NASZ GOŚĆ - Andabata
| NASZ GOŚĆ - Co piszczy w sianie | NASZ GOŚĆ - Klaudiusz Balcerzak | NASZ GOŚĆ - Marian Babiuch | NASZE PYTANIE
| NAUKA - Na rządowym chlebie | OTWARCIE - Córki władców | PAUZA - Maciej Zdziarski | POCZTA
| POD LUPĄ - Strategia zdechłego psa | Polemika - Jacek Uglik | POLEMIKA - Młodzież Wszechpolska
| PORTRET - Biznes i medycyna | PUCHAŁY - Waldemar Mystkowski | RAPORT - Wiedza to pieniądze
| RAPORT - Za płatnym murem | ŚCIERNISKO - Maciej Szafrański | ŚNIADANIE BUNUELA - Jacek Uglik
| Tajemnice podziemnego miasta | TAK i NIE - Aborygeni Europy | TERAZ JA - Zwioszczenie wiosenne | TRYBUNKA
| Wrzuć luz - Upalne mia100 kobiet

Wrzuć luz (winieta)

Wszędzie dookoła czyha pokusa goła. Może więc tą ponętną zielonogórzanką okazać się uśmiechnięta a skąpo odziana panna z pobocza przy Wrocławskiej tudzież Sulechowskiej. Kto wie, może będzie nią Dominika (lat 31), właścicielka sieci sklepów w Zielonej Górze, zdobiąca jedną ze stron w styczniowym numerze Hustlera i opowiadająca, jak bardzo w tej Zielonej Górze jest samotna.

Upalne mia100 kobiet

Onegdaj dla pisma "Tylko Rock" felietony pisywał nieżyjący już, ale wciąż darzony kultem dziennikarz radiowej Trójki (też nieżyjącej) Tomasz Beksiński. Pamiętam jeden zgrabny tekst tworzony w miesiącu upalnym, kiedy to niewiasty wagi różnej pokazywały więcej z siebie aniżeli w dzień powszedni. Tegoż upalnego miesiąca Beksińskiego dopadła wielka niemoc, kiedy więc zabierał się do płodzenia kolejnych mających przejść do historii wersów, kiedy zamyślał o Closterkellerach tudzież innych Wampirach, oczy zasłaniał mu jeden tylko obraz. Gdy więc próbował rozpocząć swój muzyczny tekst, wychodziło mu tak: cycki, cycki, cycki, cycki. Tak też leci, a potem zacina się i mój ciąg skojarzeniowy: wiosna, ciepło, maj, cycki, cycki, cycki, cycki, cycki...

Chyba trudno podejść subtelnie do tak pociągającego zagadnienia, nie będąc chowanym pod skrzydłami Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej czy innego uduchowionego Miłosza, a wręcz przeciwnie - idąc śladem wspominanego już na tych łamach świętej pamięci Charlesa Bukowskiego, człowieka leniwego, lubiącego pić, który nie miał boga, polityki, idei ani zasad. Człowieka wiele wiedzącego o niewiastach, co prawda nie zielonogórzankach, a pannach i mężatkach z Kalifornii, ale w tych kwestiach geografia nie ma nic do rzeczy, liczy się inwencja.

No więc Buk doświadczeń w swoim długim żywocie zebrał co niemiara, a że był dobrym człowiekiem, chętnie dzielił się nimi z dżentelmenami nieświadomymi zagrożeń ze strony płci pięknej. Razu pewnego, po kłótni z damą imieniem Lydia, zechciał w swym kajecie zanotować - także ku przestrodze panów z miasta Zielona Góra, w zachodniej Polsce: "pożyczyłem kiedyś Lydii wentylator. Tkwił teraz na krześle pod szafą. Leżała na nim kartka i para niebieskich majteczek. Kartkę pokrywały bazgroły napisane ręką rozwścieczonej kobiety:- Skurwielu, masz swój wentylator. Wynoszę się. Znikam na dobre. Jeśli dokuczy ci samotność, możesz spuścić się w te majtki. Lydia".

Dlaczego ja w raporcie o zielonogórzankach, o kobietach, notuję takie bezeceństwa, dlaczego rozpisuję się o takim wszeteczniku, o tej męskiej, szowinistycznej świni? Bo kocham gościa, ot co! I dlatego jeszcze, moi mili, że nieznane są drogi, którymi Pan nas prowadzi, nie znamy dnia ani godziny, kiedy do domu sprowadzi się nam niewiasta o równie paskudnych manierach jak Lydia.
Wszędzie dookoła czyha pokusa goła. Może więc tą ponętną zielonogórzanką okazać się uśmiechnięta a skąpo odziana (i zapewne niedroga) panna z pobocza przy Wrocławskiej tudzież Sulechowskiej. Kto wie, może będzie nią Dominika (lat 31), właścicielka sieci sklepów w Zielonej Górze, zdobiąca jedną ze stron w styczniowym numerze Hustlera (dla niezorientowanych: jest to gazeta wypełniona okrągłymi kształtami) i opowiadająca, jak bardzo w tej Zielonej Górze jest samotna. Nie wszystkie jednak zielonogórzanki preferują ten STYL ZACHOWAŃ: niemniej - większa ich część, o czym przekonały się w czerwcowe dnie moje oczy, pragnie zwrócić na siebie uwagę. Gdzie człek nie spojrzy, zewsząd wyzierają odsłonięte brzuchy, uda, piersi. Mówić o duchowym wyciszeniu, spacerując zielonogórskimi uliczkami, niepodobna, tak piękne, apetyczne i gorące (od słońca) niewiasty żyją w tym mieście osadzonym na zachodniej rubieży ziem polskich. Amerykański poeta O`Hara pisał w manifeście zatytułowanym "Personizm" tak oto: "kiedy kupujesz spodnie, zależy ci, żeby były tak opięte, by każdy chciał z tobą iść do łóżka. Nie ma tu żadnej metafizyki". Także i ja nie doszukuję się metafizyki w tym, co widzę na ulicy, jednakowoż pytać panien i mężatek zielonogórskich, dlaczegóż wkładają na siebie tak strasznie obcisłe spodnie, nie mam śmiałości.

Nie dywagujmy zanadto, może po prostu kobietom dwudziestego pierwszego wieku tak jest wygodniej. Zachowania zatem mieszczą się w normie, są poprawne, wszak wnioskować z wychyniętej na świat nagości o nie bardzo moralnych pragnieniach mijających mnie kobiet, byłoby postępkiem niegodnym chrześcijanina. I nie ulegnę sugestiom pana O`Hary ani tym bardziej najnowszym rewelacjom naukowym podanym przez pismo "Sciences et Avenir", gdzie czytam: "w okresie płodnym kobiety mają skłonność do odsłaniania większej części ciała niż zazwyczaj. Krótko mówiąc - ubierają się bardziej sexy. Marzą o innych mężczyznach i często dopuszczają się zdrady".

Zaprawdę powiadam wam: nie podpisuję się pod tymi słowy. Tak być nie może! Stańmy ramię w ramię naprzeciw tym zachodnim bezeceństwom demoralizującym naszą bogobojną społeczność! Brońmy nasze wierne, kochające swych mężów kobiety przed imperialistyczną zarazą! (Ależ się uniosłem!) Urrraaaaaa, naaaa koooooń! (tylko bez durnych skojarzeń względem konia).

CIUCHY i FRYZURY, czyli wabik seksualny. Dla kogo skóry i swetry, dla kogo kajdanki, dla kogo wreszcie afro? Ma się rozumieć - pytanie nie obejmuje zielonogórskich senatorek i prezydentek. Bo i co z taką robić? Gadać o reformie rolnej? Kobieta, tak twierdzi literat Pilch, to człowiek miły w dotyku, a człowiek miły w dotyku, to więcej niż człowiek, stąd władza odziana w kubraki pod uwagę nie może być brana. My tu dotykamy wirtualnym paluchem panie zgrabne i powabne, odpadają zatem także wszelakie plastiki i frytki, babeczka musi mieć styl - nie ma mowy o kiczowatych, srebrnych foliach ani spalonych w solarium facjatach biegających po deptaku, a kojarzących się z Andrew Lepperem.

Zielonogórzanki mogą wabić, mogą być po pilchowemu miłe w dotyku, trzeba im tylko butów na wysokim obcasie i rajcownej kiecki, a będą tym mocniej dotykane, jeśli mają między 18 a 25 lat. I jeszcze jedna istotna kwestia, nogi! Są najważniejsze. "Były pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem, kiedy się rodziłem. Wtedy starałem się wydostać. Od tego czasu ciągle pcham się w przeciwnym kierunku" - Charles Henry Bukowski. A`propos pchania się: na stare lata Immanuel Kant zawitał w progi domu publicznego. Zapytany o wrażenia miał odrzec - rzecz sama w sobie wielce zajmująca, tylko ruchy niegodne filozofa.

Świat się zmienia, drodzy państwo, dziś nie sztuką jest nadziać się na rezolutną studentkę (i tym razem bez wulgarnych skojarzeń, proszę) w kusej spódniczce. Kiedy rodzice znajomego rzucili pochlebną uwagę o sukience jego panny, ta uniosła ją w górę i spytała "a co powiecie o reszcie?". Nie miała na sobie majtek.

SUMA: powiedzmy sobie na zakończenie, że widok w pełnym świetle upalnego słońca trochę ubranych i trochę nagich kobiet raduje duszę, pozwala natchnąć do śpiewu... brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki...

Jacek Uglik

Od żeńskiej części redakcji:
Fe. Niegodne nawet magistra filozofii. Nie będziemy się zniżać do proponowanego poziomu chodnika i odpyskowywać o napakowanych anabolikami bicepsach, spoconych torsach i kosmatych nogach wystających spod krótkich spodenek. A taki właśnie jawi nam się obraz męskiej części lokalnej społeczności.