|
POSTAWY
Jak oceniamy siebie, a jak nas widzą inni? Wokół tego pytania krążą kolejne teksty publikowane na naszych łamach. Miesiąc temu Helga Hirsch w rozmowie z Konradem Stanglewiczem zaprezentowała ocenę elegancką w formie, ale mało przyjemną w treści. Jej ocena w ciekawy sposób nawiązuje do wizerunku Polaków w twórczości Dostojewskiego. (Red.)
Jacek Uglik
Polacy u Dostojewskiego
Gdy w twórczości autora Łagodnej na plan pierwszy wysuwa się narodowość, wtedy w Dostojewskim odzywa się szowinista. Ale skąd w pisarzu rosyjskim tyle pogardy wobec Polaków? Pytanie tym bardziej zasadne, że bodaj żaden, poza Dostojewskim, z klasyków literatury nie potrafił schylić się nad człowiekiem odsuniętym na margines. Spróbujmy uzyskać zadowalającą odpowiedź, ukazując niechęć do Polaków na trójbarwnym tle: politycznym, etycznym i religijnym.
Tło polityczne
Wokół pierwszego odczytania figury Polaczka obracają się Wspomnienia z domu umarłych oraz refleksje Szymona Tokarzewskiego, polskiego zesłańca przebywającego z pisarzem w 1850 r. na katordze, który pisał: "Dostojewski nienawidził Polaków, ponieważ z rysów i z nazwiska, niestety!, znać było pochodzenie polskie, mawiał, że gdyby wiedział, iż w jego żyłach płynie chociaż jedna kropla polskiej krwi, kazałby ją natychmiast wypuścić. Jakże boleśnie było słuchać, gdy ten spiskowiec, ten skazaniec za wolność i postęp, wyznawał, że wówczas dopiero uczuje się szczęśliwym, kiedy wszystkie ludy przejdą pod panowanie Rosji".
Tokarzewski relację między pisarzem a polskimi powstańcami ukazuje jako starcie dwóch wrogich światów: Wschodu z Zachodem; sugeruje, że pisarz nienawidził Polaków jako wrogów caratu i Rosji, która przecież "objawiła niemal braterską miłość do innych narodów, nabytą w ciągu półtora wieku obcowania z nimi", która chce służyć ludzkości nawet z uszczerbkiem dla własnych interesów. Takie odczytanie, wrzucające Dostojewskiego w ramy ksenofobii i nacjonalizmu, nie zadowala w pełni, ale w jakimś stopniu jest uprawnione. Wszak dużo później, bo w 1877 r., Dostojewski pisze o "sympatii Polaków do Turków i o ich skrytej chęci skomplikowania sytuacji Rosji przez rewolucyjną agitację", natomiast Jan Kucharzewski zwraca uwagę na fascynację pisarza Bismarckiem, który to najstraszniejszego wroga Niemiec dojrzał w katolickiej Francji, przesądzając o jej losie: "Francję czeka los Polski, i politycznie żyć ona nie będzie".
Sam Dostojewski również nie pozostawia wątpliwości, jak bowiem interpretować na jego korzyść takie oto wypisy z dzieł?: "Wojna polska to wojna dwóch światów chrześcijańskich - to początek przyszłej wojny prawosławia z katolicyzmem, innymi słowy - wojny geniuszu rosyjskiego z cywilizacją europejską". Z powyższych zapisków wynika, że Dostojewski uważał Polaków za zdrajców owej wspólnej sprawy i zarazem stronników zdegenerowanego Zachodu, nie widział miejsca w nowych granicach dla Polaków ze Starej Polski: "oni nam nasprowadzają Konradów Wallenrodów, zdrajców, Polak ze Starej Polski instynktownie, ślepo nienawidzi Rosji i Rosjan".
Ironią losu jest fakt zamknięcia w 1863 r. miesięcznika Dostojewskiego "Wriemia" za artykuł Mikołaja Strachowa, w którym autor miał jakoby występować w obronie Polaków. Rozgoryczony pisarz tak zareagował na tę niesprawiedliwość w liście do Iwana Turgieniewa: "Wie pan zapewne, jaki kierunek reprezentuje nasze czasopismo. Kierunkiem tym jest rusofilstwo. Czy mając takie poglądy występowalibyśmy w obronie Polaków? Główna myśl artykułu była taka, że Polacy gardzą nami, gdyż uważają nas za barbarzyńców, przy czym tak bardzo szczycą się wobec nas swą cywilizacją europejską, iż o moralnym pojednaniu między nami przez długi okres czasu nie może być nawet mowy". Oto powód nienawiści Dostojewskiego do Polaków: powstanie przeciw Wielkiej Rosji dążącej do zjednoczenia Słowian; konwulsyjne podrygiwanie narodu i brednie o niepodległości wściekały nacjonalistę - Dostojewskiego, który myślał maksymalnie, jak to prawdziwy Rosjanin winien mieć w zwyczaju, więc odtrącał Polaczków z ich nieustanną paplaniną o Polsce, będącej przecież "naszymi kresami zachodnimi".
Tło etyczne
Temat Polaczka poprowadzić można w oparciu o przypadek Rodiona Raskolnikowa. Wyraźna jest bowiem paralela między sprawą polską i sprawą Raskolnikowa. I ten wyraźny rys odnajdujemy u Jerzego Stempowskiego, który pisał: "Polacy, jakkolwiek straszliwy byłby ich upadek, nie dochodzą nigdy do tego stopnia potępienia, w jakim Raskolnikow klęka na rynku. Uchylając się odeń, kontentują się pocieszeniem filozoficznym czy religijnym, które Dostojewskiemu zdaje się obłudą". Dlaczego obłudą? Bo Polacy trwają niewzruszenie przy swych zasadach i ideałach. Więzienie i kajdany umacniają tylko ducha zesłańców.
Tymczasem Raskolnikow postanowił przekroczyć Człowieka i "wykazać nicość ogólnoludzkich ponadindywidualnych norm moralnych". Raskolnikow jednak przegrywa, dokonał zabójstwa, które pokazało, że jednak nie wszystko wolno. I cóż? Pisarz nie piętnuje mordercy Raskolnikowa, ale pochyla się nad nim i lituje. Dlaczego? Bo Raskolnikow korzy się, klęczy na placu Siennym i całuje rosyjską ziemię, którą był splugawił. Zło, w które wszedł, stało się jego częścią, od której nie ma prawa się odwracać, bo ocena zależy tylko od Boga.
|
Co z Polakami? Polacy, nie dość że powstali przeciw Wielkiej Rosji, to wciąż są butni i pyszni, wierzą we własną misję i w misję Polski - Chrystusa narodów. Odmawiają upokorzenia na podobieństwo Raskolnikowa. Na tym tle wszystko rozbija się o niezrozumienie. Dochodzi do spotkania dwóch obcych sobie światów, do konfrontacji w pozornej jedności - wśród Słowian i chrześcijan. Nie da się sprowadzić katolicyzmu do prawosławia i nie można, czego chce Dostojewski, uparcie żądać od człowieka wniknięcia we wrogi świat. Różnica jest istotna: Polak nie widzi w sobie grzechu. Widzi go natomiast Dostojewski, wszak dla niego grzech jest w człowieka w ogóle wpisany. Obie strony siebie nienawidzą. W tym duchu, posiłkując się szkicem J. Stempowskiego, tłumaczy niechęć Dostojewskiego do Polaków także Czesław Miłosz: "Polacy wściekali Dostojewskiego przez swoją niewinność. Czy człowiek może uważać się za niewinnego, jeśli przez samo życie jest pogrążony w grzechu? Kryminaliści, z którymi Dostojewski siedział na katordze, przyjmowali karę jako im należną. Również on sam przyznawał, że zawinił wobec władzy. Polacy na Syberii gardzili kryminalistami i w swoim przekonaniu byli męczennikami świętej sprawy, skazanymi przez obcy rząd, który sądzić ich nie miał prawa". W tle etycznym mamy konflikt wewnętrzny, różny od naszkicowanego wcześniej. Wychodzimy z jednakiego fundamentu, od Polaków-katorżników, ale tutaj mamy konflikt pomieszczony w człowieku, a rozbija się on o definicję człowieka i pojęcie grzechu. Dla Dostojewskiego, żeby grzeszyć, wystarczy być człowiekiem; dla Polaków, żeby grzeszyć, trzeba. zgrzeszyć.
Tło religijne
Kolejne odczytanie problemu rozgrywa się na płaszczyźnie religijnej, a ukazane jest poprzez kontrast katolicyzmu i prawosławia (idzie więc o religijność formalną, nie o ducha). Polaków utożsamiał Dostojewski z katolicyzmem, tym odpryskiem prawdziwej wiary, która wypaczyła naukę Chrystusa. Owe płaskie utożsamienie wystarczyło, by Polaków, jako narodu, nienawidzić. Wątki zbieżne z tą tezą pojawiają się w Idiocie (tyrada księcia Lwa Myszkina) i Biesach (napastliwy wywód Szatowa), o tym mówi także Miłosz: "Czytane w domu jego rodziców książki, na przykład Historia Rosji Karamzina czy przekłady angielskich powieści gotyckich, utożsamiały w umysłach jego pokolenia katolicyzm z knowaniami jezuitów (dla niego zwłaszcza polskich), z lochami Inkwizycji, świecką potęgą papiestwa". Ten jednowymiarowy obraz dziwi pisarza. Kłóci się z Dostojewskim - obrońcą skrzywdzonych i poniżonych.
Dostojewski to pisarz Kościoła Wschodniego - argumentuje (usiłując wyjaśnić niechęć pisarza do Polaków) Zygmunt Kałużyński - będącego spadkobiercą chrześcijaństwa greckiego, pierwotnego i oryginalnego: "Ewangelie napisane są po grecku, gminy chrześcijańskie powstały w świecie hellenistycznym, tam nauczali św. Piotr i Paweł. Do tegoż świata należała Galilea, a żyjący w niej Chrystus nigdy nie przebywał w Rzymie i nie używał łaciny". Różnica między zachodnim i wschodnim odłamem chrześcijaństwa, zdaniem Kałużyńskiego, objawia się w charakterze świętych. Oto święty Kościoła rzymskiego to postać doskonała i kryształowo czysta, w prawosławiu natomiast "świętość łączy się z władzą: wśród dwunastu panujących w ciągu trzech wieków - siedmiu zostało świętymi". Na tym tle dochodziło do spięć między zwierzchnikami Kościołów. Święci Rzymu mieli być ludźmi idealnymi. Dążenia do ideału i piętnowania zła Kościół Zachodni wymagał od wiernych. To podejście kłóciło się ze Wschodnim, gdzie grzech wpisano w człowieka. Człowiek cierpi, albowiem grzeszy, więc czyni zło. A zło wraz z dobrem niejako konstytuuje człowieka i nie należy jego prawdziwego oblicza ukrywać za maską pozorów.
A kto był reprezentantem Kościoła Zachodniego? Polacy! Dumni stronnicy wyznania rzymskiego, pełni wiary w Polskę, strażnicy abstrakcyjnej teorii Dobra i Zła - sił sobie obcych. Zło należało niszczyć i tłumić. Jak w tym wymiarze wybaczać człowiekowi nie przyznającemu się (na podobieństwo Polaków) do grzechu, który wypiera się siebie jako istoty grzesznej? W jaki sposób ma się on dźwignąć z dna, jeżeli widzi siebie na szczycie, ponad maluczkimi, i stamtąd ogląda świat?
Polacy w oczach Dostojewskiego byli ofiarami, ku którym na katordze pragnął się zbliżyć, ale oni okazali wobec niego hardość, okazali się być dlań upadłymi ludźmi dalekimi od prawdziwego Człowieczeństwa i bez szansy powrotu do prawdziwego Kościoła i Chrystusa. Polacy odpychali grzeszników z ich robaczywymi duszami, w ten sposób sprzeniewierzając się nauce Chrystusa. Tak też odepchnięty został przez Polaków na katordze Dostojewski. Potraktowano go jako agitatora prawosławia i odwrócono się odeń.
Dostojewski skrzywiony obraz Polaka pieczołowicie kultywuje, jemu wystarczyły proste skojarzenia: pyszny, wyśmiany i wyrzucony. To, oczywiście, nikt inny jak Polaczek. Było więc tak, jak pisał J. Stempowski: "ilekroć chodzi Dostojewskiemu o odmalowanie obrazów okropnych, przejmujących czytelnika grozą i wstydem, wprowadza on na scenę Polaków. W tych właśnie miejscach Polacy o chorobliwej miłości własnej zostają nagle wśród powszechnego skandalu rozpoznani jako oszuści i hultaje". Polak stał się dla pisarza przykładem próżnej i ślepej istoty ludzkiej. Kiedy takiego człowieka chciał ukazać, natychmiast przywoływał obraz Polaczka i rysowana sytuacja stawała się z miejsca klarowna.
Jacek Uglik |